To
co było wraca
Kolejne
cztery dni upłynęły szybko. Towen po tym jak zawiadomił rodzinę
Raya o jego śmierci i zajął się pogrzebem, cały czas spędzał w
bibliotece próbując zlokalizować watahę wilkołaków i Matta. Ja
natomiast siedziałam przy książkach i starałam się nauczyć
chociaż podstawowych informacji na temat świata nadnaturalnego. Nie
było to łatwe, ale zawsze mogłam liczyć na Josha. Żeby nie
myśleć o zmarłym przyjacielu przychodził do mnie i tłumaczył
wątki, których nie rozumiałam. Dowiedziałam się, że każdy z
gatunków ma swoje tradycję i obrzędy. Relacje między
poszczególnymi grupami były napięte. Wilkołaki nienawidziły
wampirów, czego domyśliłam się od razu, nie przepadały też za
czarodziejami, ale byli gotowi się z nimi zjednoczyć jeśli ci
pomogą im zwalczyć wampiry. Było to trochę skomplikowane.
Historia
powstawania każdej nowej istoty wydawała mi się bardzo ciekawa,
natomiast Josha nudziła. By być Bakenakiem trzeba było być z nim
spokrewnionym. Wilkołakiem tak samo, ale trzeba też dodać
ugryzienie. Jeśli wilkołak ugryzie człowieka jest szansa, że
nastąpi przemiana. Wampiry były bardziej zawiłe. Stwórca musiał
wypić całą krew człowieka, następnie oddać mu trochę swojej.
Potem musiała nastąpić śmierć. Po przebudzeniu by dokończyć
przemianę, trzeba się napić ludzkiej krwi. To wydawało mi się
najbardziej obrzydliwe.
Josh
stwierdził, że te informacje nie wiele mi się przydadzą. Zamiast
tego opowiadał mi o sposobach zabicia każdego z gatunków.
Postanowiłam tego nie komentować. W końcu pół życia spędził
na zabijaniu i treningach. Zanim jednak cokolwiek mi powiedział
zabrał mnie do biblioteki, a potem do tajemniczego pomieszczenia.
Byłam strasznie podekscytowana. Po tylu latach w końcu mogłam tam
wejść.
Po
otworzeniu drzwi ukazało mi się niewielkie pomieszczenie
przepełnione różnymi gratami. Nie ukrywałam rozczarowania. Jednak
potem przeszliśmy dalej. Okazało się, że za kolejnymi drzwiami
była wielka hala treningowa połączona ze zbrojownią. Wyglądała
jak ulepszona sala gimnastyczna. Było miejsce do biegania, tory
przeszkód, worki do boksowania oraz mayy do walk. Wszędzie były
pozawieszane liny, a ściany miały chropowate powierzchnie. Josh
wyjaśnił, że to do wspinaczki.
Zbrojownia
była równie imponująca. Na półkach było mnóstwo broni. Od
małych sztyletów, przez noże, miecze, shurikeny aż do włóczni,
łuków i pistoletów. Dużo też było urządzeń, których nie
rozpoznawałam. Na środku był masywny stół wyrzeźbiony z dębu.
Odkąd
poznałam to miejsce to właśnie tutaj przesiadywaliśmy całymi
dniami. Na początku Josh przekazał mi trochę teorii. Wyjaśnił
czym zabić poszczególny gatunek. Wampira można było uśmiercić
wyłącznie przez przebicie serca drewnem lub całkowite pozbawienie
go tego organu. Myślałam, że drewno występuje tylko w filmach.
Kiedy to skomentowałam od razu stwierdził, że by zabić umarłego
trzeba użyć tego co wcześniej żyło, a teraz jest martwe. Na
wilkołaki działało wyłącznie srebro. Inny rodzaj metalu też je
ranił, ale to właśnie srebro zadawało śmiertelne obrażenia,
które nie goiły się łatwo. Czarownicy i Bakenaki natomiast ginęły
od złota.
Kiedy
już poznałam wszystkie sposoby na zabijanie, Josh nalegał bym
zaczęła trening. Nie byłam tym zachwycona ,ale stwierdziłam, że
trochę lekcji mi się przyda. Kiedy on walczył z tamtym wilkołakiem
ja tylko stałam bezczynnie. Gdybym miała chociaż podstawowe
umiejętności, wszystko mogłoby potoczyć się inaczej. Aby uniknąć
takich sytuacji zgodziłam się.
Trenowaliśmy
każdego dnia rano aż do popołudnia. Ćwiczyliśmy walkę wręcz,
strzelanie z łuku, wspinaczkę by wzmocnić mięśnie i rzucanie
nożami co wychodziło mi chyba najlepiej. Josh pokazał mi też
kilka akrobacji, które mogą przydać się w walce. Na początku
wyglądałam komicznie, ale jak już trochę potrenowałam to szło
mi całkiem nieźle. Oczywiście nie poruszałam się tak lekko i
sprawnie jak Josh, ale i tak byłam z siebie dumna.
Takie
spędzanie dnia zajmowało nasze myśli. Kiedy wchodziliśmy do sali
treningowej humor Josha od razu się poprawiał. Wiedziałam, że on
po prostu to kocha i cieszy go fakt, że może dzielić z kimś tą
pasję. Wcześniej miał Raya, który ćwiczył razem z nim. Być
może w małym stopniu udało mi się go zastąpić.
Piątego
dnia Josh przełożył trening. Powiedział, że ma coś do
załatwienia i najprawdopodobniej wróci wieczorem. Cieszyłam się,
że mam wolny dzień. Mogłam dać odpocząć moim mięśniom, które
już od dłuższego czasu odmawiały mi posłuszeństwa.
Postanowiłam
wykorzystać ten czas by pomóc trochę Towenowi. Nie wychodził z
biblioteki ani na chwilę. Czuł się winny tego co się stało. Jego
zaklęcia lokalizujące działały, ale tylko na krótki okres.
Twierdził, że muszą być jakieś zakłócenia wywołane przez
wilkołaki. One większość czasu są w ruchu i ciężko jest
określić ich położenie.
Kiedy
wyszłam z pokoju poczułam czyjąś obecność. Było to dla mnie
nieznane uczucie. Jakby ktoś mnie obserwował, ale tak naprawdę go
tu nie było. Rozejrzałam się po korytarzu. Wydawał się pusty.
Ruszyłam więc dalej. Kiedy wyszłam zza rogu zobaczyłam postać.
Stanęłam jak wryta bo od razu ją rozpoznałam. Serce podskoczyło
mi do gardła. Przede mną stał Ray. Miał na sobie to samo ubranie
co ostatnio. Wyglądał zupełnie jak on. To było niemożliwe.
Przecież on nie żył. Stał i patrzył prosto na mnie. Uśmiechał
się. Był tak blisko, a jednocześnie miałam uczucie jakby znajdował
się gdzieś daleko.
Nie
wiedziałam co mam zrobić. Przez sekundę miałam ochotę uciec, wrócić z powrotem do pokoju. Przetarłam dłońmi oczy, uznając,
że to jakieś przewidzenia. Jednak kiedy otworzyłam je ponownie on
nadal stał w tym samym miejscu.
-
Nicole. - powiedział cicho
Nawet
jego głos był taki sam.
-
Ray? Jak to możliwe? Przecież...
-
Nie żyję.. - dokończył. - Wiem. To prawda. Nie bój się, nadal
tak jest. Teraz jestem duchem.
-
Co?
Świetnie.
Najpierw wilkołaki, wampiry, czarownicy, a teraz jeszcze duchy.
-
Inni też cię widzą? Jak?...Już nic nie rozumiem.
Podszedł
do mnie bliżej.
-
Możemy wrócić do twojego pokoju? Wszystko ci wyjaśnię.
Pokiwałam
głową. W następnej chwili Ray rozpłynął się w powietrzu.
Zastanawiałam się czy nie iść do biblioteki tak jak planowałam,
ale stwierdziłam, że jeśli wrócę do pokoju, a jego tam nie będzie
to będę miała pewność, że to były tylko omamy.
Tak
się jednak nie stało. Kiedy weszłam do pokoju, Ray leżał
rozłożony na moim łóżku. Materac nie uginał się pod jego
ciężarem. To zapewniło mnie, że nie jest już sobą.
Usiadłam
na krześle naprzeciwko niego.
-
Jak to możliwe, że cię widzę? - spytałam
W
środku cieszyłam się, że znowu mogę go zobaczyć, ale czułam
się niepewnie. Tak jakby ktoś robił sobie ze mnie żarty.
-
Widzisz mnie ze względu na to kim jesteś, a jesteś jasnowidzem,
możesz ujrzeć rzeczy, których inni nie zobaczą, włączając w to
duchy. Taki sam dar miała twoja matka i tylko ja jeszcze o tym
wiedziałem.
-
Jak to?
-
W momencie mojej śmierci dotknęłaś mnie, przez co związałaś
się z moją aurą. Mogłabyś zauważyć każdego ducha gdybyś
miała z nim jakieś połączenie. - wyjaśnił
-
To znaczy, że mogę zobaczyć swoją matkę?
-
To dotyczy tylko dusz, które nie zaznały spokoju. - odparł cicho
-
Przykro mi. - powiedziałam, kiedy zdałam sobie sprawę co to
właściwie znaczy.
Jednocześnie
poczułam radość, że moja mama odeszła w spokoju i smutek z
powodu tego, że Ray go nie doświadczył.
-
Jestem tu ze względu na Josha. Jest dla mnie jak brat i muszę go
chronić. Dlatego też zjawiłem się dopiero teraz. Nie chcę byś
mu mówiła, że mnie widzisz. Wiem, że to byłoby dla ciebie
łatwiejsze ale dla niego nie. Zrani go to bardziej niż myślisz.
Wiedziałam,
że ma racje. Świadomość, że osoba tak bliska jest gdzieś obok, a
nie można jej ujrzeć jest bolesna. Czułabym to samo gdyby ktoś
inny widział moją matkę.
-
Nie powiem mu. - obiecałam na co szeroko się uśmiechnął jednak
nie trwało to długo. Po chwili jego twarz przybrała poważny
wyraz.
-
Słuchaj. Josh cię okłamuje. Obiecał ci, że nie będzie szukał
wilkołaków na własną rękę, ale to nie prawda. Odciągał od
tego twoją uwagę poprzez treningi. Tak na marginesie. Całkiem
dobrze ci idzie.
-
Dzięki. - uśmiechnęłam się
-
Każdego dnia zaraz po waszych ćwiczeniach, wychodzi z domu i szuka
tropów. Węszy po miejscach odwiedzanych przez wilkołaki. Nie
miałbym nic przeciwko gdyby chodziło mu o ratowanie Matta, ale
myślę że oboje wiemy, że tak nie jest.
Westchnęłam
ciężko. Już wcześniej dziwiłam się, że nie poruszał tych
tematów. Nie pytał nawet Towena o to jak wychodzą mu zaklęcia.
Teraz już wiem dlaczego. Szukał ich na własną rękę by ich
wykończyć.
-
Jako duch mogę przemieszczać się z miejsca na miejsce w ciągu
sekundy. Cały ten czas szukałem Matta i tamtego stada. Myślałem,
że wynieśli się stąd na dobre, ale wtedy przypomniałem sobie ich
słowa z tamtej nocy. Nie rozpoznałaś ich bo mówili w bardzo
starym już prawie nie istniejącym języku. Trochę poszperałem i
dowiedziałem się, że kiedyś posługiwali się nim czarodzieje.
Mają po swojej stronie jednego z nich. To dlatego nie możecie ich
namierzyć. Chroni ich jakieś zaklęcie.
-
Ale co oni planują? Po co im Matthew?
-
Chcą go wykorzystać przeciwko Joshowi. Przeciwko wszystkim
Zmiennokształtnym. Wydaje mi się, że pomogą mu się przemienić,
ale on nie przeszedł odpowiedniego szkolenia. Nie będzie w stanie
zapanować nad swoją zwierzęcą naturą i o to właśnie im chodzi.
Jeśli zamieni się w zwierzę, będzie myślał tylko o zabijaniu.
Nie będą musieli nic więcej zrobić. Matt już sam nienawidzi
Josha i wszystkich Zmiennokształtnych bo nie uzyskał od nich
żadnego wsparcia.
-
Będzie ich bronią. - wyszeptałam przerażona.
Ray
współczująco pokiwał głową.
-
Taką mam teorię.
Schowałam
twarz w dłonie. Jak on mógł w coś takiego się wpakować. Zawsze
uważałam go za osobę, która nie ma problemów. Wydawał się
idealny podczas gdy prawda była zupełnie inna. Nie znałam tej jego
strony.
-
Dlaczego oni się tak nienawidzą? Nie widziałam ich nigdy razem,
oprócz kilku sekund na plaży. Co się między nimi wydarzyło?
Ray
wstał z łóżka. Podszedł do mnie i ukucnął. Oparłam ręce na
kolanach. Położył swoje dłonie na moich. Było to takie dziwne.
Widziałam je, a jednak ich nie czułam, zupełnie jakby go tutaj nie
było.
-
Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Josh nie chciał mi powiedzieć.
To coś poważnego. Znam jednak osobę, której może się zwierzyć.
-
Niby kogo? - spytałam naburmuszona i całkowicie załamana tą
sytuacją.
-
Ciebie. - odpowiedział od razu. Spojrzałam na niego jak na kogoś
obcego. - Już od tego momentu w lesie wiedziałem. Uległ pod twoimi
słowami. Nigdy tego nie robi, nie zmienia zdania w takich kwestiach.
Od tamtego momentu spędza z tobą bardzo dużo czasu, a ty to
wytrzymujesz. Dlatego jeszcze bardziej go przyciągasz. Tak naprawdę
jestem jedyną osobą, z którą utrzymywał kontakty dłużej niż
na dwa dni, ale na początku nie miał wyboru więc nie wiem czy to
się liczy. - uśmiechnął się ponuro
Josh
może i miał trudny charakter, ale nie wydawał mi się złą osobą.
-
Myślę, że mnie przeceniasz. Znasz go kilka lat i nigdy ci o tym
nie powiedział. Mnie poznał tydzień temu.
-
Widzę jak na ciebie patrzy. Wydajesz się dla niego osobą, która
go rozumie. Macie ze sobą coś wspólnego czego nie mógł znaleźć
u mnie. Nie mam pojęcia co to jest.
-
Może dlatego, że jestem kobietą. - zaśmiałam się
Ray
wzruszył ramionami.
-
Spróbuj do niego dotrzeć. - przekonywał mnie – Być może dzięki
temu zrozumiemy całą tą sytuacje. Ja przez ten czas będę się
rozglądać za Mattem. Zgłoszę się na początku następnego
tygodnia. I jeszcze jedno. Spróbuj powstrzymać te jego
poszukiwania. Tak nic nie znajdzie, a tylko bez sensu się naraża.
Relacje między wilkołakami są silne. Jeśli dowiedzą się, że
ktoś węszy, zlikwidują go.
Westchnęłam
i pokiwałam głową.
-
Postaram się.
Po
moich słowach Ray zaczął znikać. Zanim rozpłynął się w
powietrzu wesoło mi pomachał. Nawet po śmierci miał dobry humor.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz