Nocna
rozmowa
Dalsza
część dnia upłynęła dość szybko. Razem z Mattem przeglądałam
rzeczy z mojego domu, które teraz były schowane w piwnicy Towena.
Znalazłam kilka fotografii, które postanowiłam umieścić w swoim
nowym pokoju. Natrafiliśmy też na moje stare rysunki. Chciałam je
spalić bo były strasznie amatorskie, ale Matt stwierdził, że
kiedyś zechcę na nie spojrzeć jeszcze raz. Mebli nawet nie
dotykałam. Nie były mi potrzebne. Teraz miałam nowe. Poza tym nie
pasowałyby do eleganckiego wystroju tego domu.
Matthew
wrócił do swojego mieszkania kilka minut po północy, twierdząc,
że jest już zmęczony. Ja natomiast byłam tak podekscytowana, że
nie miałam ochoty na sen. Zbiegłam białymi schodami do kuchni.
Były tak błyszczące, że nie potrzebowałam światła by
bezpiecznie po nich zejść. W domu było cicho i ciemno.
Kuchnia
była urządzona w ciemnej zieleni oraz bieli. Po prawej stronie
znajdowały się kuchenne blaty, lodówka i dwie kuchenki. Część
po lewej stronie oddzielona barkiem, stanowiła część jadalną.
Stał tam okrągły stół z czarnym, grafitowym blatem. Wokół
niego poustawiane były krzesła w tym samym stylu. Na jednym z nich
ktoś siedział. Niemal podskoczyłam kiedy go zobaczyłam. Nie
spodziewałam się tu nikogo o tej porze. Siedział tyłem, ale
rozpoznałam złote, lekko poskręcane włosy.
-
Josh? - wyszeptałam
Nic
nie odpowiedział. Był pochylony nad stołem. W dłoniach trzymał
kubek. Podeszłam bliżej i usiadłam obok uważnie mu się
przyglądając. Był w tym samym stroju co wcześniej. Czarna,
skórzana kurtka, spodnie w tym samym kolorze, ciemny T-shirt i buty
za kostkę na wysokiej podeszwie. Jego szaro-niebieskie oczy, na
których kolor zwróciłam uwagę już wcześniej na plaży były pół
zamknięte i uparcie wpatrywały się w stół. Brwi miał ściągnięte
razem jakby nad czymś się zastanawiał.
-
Ray się o ciebie martwił. - odchrząknęłam. - Poznałam go
wczoraj. Wydawał się zaniepokojony.
-
Wiem. - jego głos był zachrypnięty.
Nie
wyglądał jakby chciał z kimkolwiek rozmawiać. Wypuściłam
powietrze i po cichu wstałam od stołu. Kiedy go mijałam lekko
złapał mnie za dłoń. Spojrzałam na niego. Nie zmienił pozycji
poza wyciągniętą w moją stronę rękę.
-
Nie musisz wychodzić. Przepraszam, że byłem nieprzyjemny wtedy na
plaży. Miałem ciężki dzień.
Opadłam
z powrotem na krzesło. W kuchni panował półmrok, ale dostrzegłam
na jego wardze rozcięcie oraz większe na czole. Były pokryte
zaschniętą krwią.
-
Co ci się stało? - mój głos był cichy. Na początku myślałam,
że mnie nie usłyszał, ale zmieniłam zdanie kiedy zobaczyłam, że
jego usta wygięły się w lekkim uśmiechu. - Ray miał racje jak
mówił, że wpakujesz się w kłopoty.
-
Coś jeszcze ci o mnie mówił? - zapytał przekornie.
-
Nie mieliśmy okazji na dłuższą rozmowę. A powinnam wiedzieć coś
konkretnego poza tym, że jesteś pewnym siebie arogantem. Mówię
tylko co słyszałam. - stwierdziłam weselszym tonem.
-
Nie mam zbyt dobrej opinii. - znowu się uśmiechnął. - Ale to
dlatego, że większość tak naprawdę zdaje sobie sprawę, że
jestem od nich lepszy.
-
Pewność siebie. - przeciągnęłam w powietrzu palcem –
Odhaczona.
Spojrzał
na mnie. Jego oczy przez chwilę się we mnie wpatrywały. Nie
widziałam w nich żadnych emocji. Bałam się, że się obrazi i
wyjdzie, ale on odchylił się na krześle i cicho roześmiał.
-
Kiedy poznałeś Matta? - zapytałam nagle.
Wiedziałam,
że nie powinnam o to pytać, ale nie mogłam się oprzeć. Prosił
mnie bym dała mu czas na wyjaśnienia innych spraw, nie wspominał
nic o wypytywaniu o jego znajomość z Joshem.
Przez
chwile sprawiał wrażenie takiego, który nie wie o co chodzi.
-
Dryblasa? Jakieś pięć lat temu.
Dryblasa?
Fakt, że Matthew był niezwykle chudy, ale nie jestem pewna czy
„Dryblas” to dobre określenie.
-
Nie za bardzo cię lubi. - stwierdziłam.
Pochylił
się w moją stronę, tak że jego twarz znajdowała się tuż obok
mojej.
-
Jak już wcześniej mówiłem. Zazdrości mi.
Odsunęłam
się, prostując plecy.
-
Wątpię. Matt nie należy do osób, które obrażają innych tylko
dlatego, że czują się od nich gorsi. Poza tym co masz ty czego on
nie ma co byłoby warte zazdrości?
Leniwie
się przeciągnął, wyciągając ręce do góry.
-
Coś co znaczy dla niego więcej niż mogłabyś sobie wyobrazić.
Wstałam
oburzona.
-
Matt nie przykłada wielkiej wagi do żadnych przedmiotów. -
broniłam go.
Przez
całą moją znajomość zdążyłam zauważyć, że nigdy nie
oszczędzał pieniędzy, jeśli mógł komuś w ten sposób pomóc.
Zawsze był hojny. Nie przejmował się kiedy zgubił swój nowy
telefon - dwa razy. Powiedział wtedy, że mogłoby być gorzej.
Stwierdził, że woli zgubić trzydzieści drogich komórek niż
stracić głowę. Zapewne miał tutaj na myśli, swoją wiedzę. Jego
mózg był głównie przepełniony kodami do gier oraz długimi
hasłami do różnego rodzaju internetowych społeczności.
-
Ne mówię tutaj o rzeczy materialnej. - powiedział niewzruszony
moim podniesionym tonem. Również wstał, ale tylko po to by
odstawić kubek do zlewu. Potem odwrócił się do mnie na chwilę i
rzekł ziewając. - Dobranoc.
Zostałam
sama w ciemnej kuchni. Zapomniałam już o tym, że chciało mi się
pić. Przez moment stałam oszołomiona. Kiedy otrzeźwiałam szybkim
krokiem wróciłam do pokoju. Ułożeniem mebli nie różnił się od
pozostałych sypialni. Jedno duże łóżko naprzeciw wejścia, jedno
biurko, toaletka i komoda. Po prawej stronie znajdowały się drzwi
do garderoby oraz niewielkiej łazienki.
Ponieważ
już byłam wykąpana i przebrana w prowizoryczną piżamę
wskoczyłam na łóżko. Nadal nie miałam ochoty na sen, ale nie
chciałam już chodzić po tym domu. Postanowiłam, że chociaż
postaram się zmusić do snu pomimo atakujących mnie myśli. Tak
bardzo chciałam się dowiedzieć o co tutaj chodzi. Co łączyło
Josha i Matta. Teraz już wiedziałam, że to nie tylko zwykła
wzajemna niechęć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz