Zeru
Jechaliśmy
jeszcze przez około cztery godziny – przynajmniej tak mi się
zdawało – kiedy na horyzoncie ujrzeliśmy smugi czarnoszarego
dymu, unoszące się nad lasem. Bez słowa Elyan pogonił swojego
Qunisa i galopem ruszyliśmy wzdłuż zbocza. Po kilku minutach
wyjechaliśmy z lasu. Przed nami pojawiła się wioska, a raczej to co
z niej zostało. Zniszczone budynki zajmowały powierzchnie kilku
hektarów. Z większości z nich zostały już tylko fundamenty lub
nadal pochłonięte płomieniami drewniane stelaże. Ubite dróżki
pomiędzy nimi były zasłane ciałami ludzi, całkowicie
rozszarpanych na strzępy. Wszędzie pełno było krwi i czarnej
sadzy. W powietrzu unosił się zapach spalenizny.
Siedzieliśmy
zszokowani na Qunisach, które zaczęły przydreptywać w miejscu i
powarkiwać. W końcu Elyan przerwał ciszę.
-
Musimy się rozdzielić. Poszukać ocalałych.
-
Nie mamy na to czasu. - stwierdził Josh sam nie pewny swoich słów.
Elyan
spojrzał na niego twardo.
-
To jedyna osada jaka znajduje się w tym wymiarze. - wysyczał –
Nie możemy przejść obok nich obojętnie. Liczyłem, że uzupełnimy
tutaj zapasy wody, zjemy coś i ruszymy dalej. - Głos lekko mu się
załamał
-
Ale kto to zrobił? - spytałam zszokowana
-
Elver. - odpowiedział od razy Elyan – A raczej jego zgraja
wilkołaków.
Zsiadł
z Qunisa i ruszył w głąb wioski prowadząc go za sznurek
przywiązany do jego szyi. Przerzuciłam nogę przez grzbiet i
zrobiłam to samo. Nogi miałam zdrętwiałe, a tyłek obolały.
Powoli się wyprostowałam nie unikając w ten sposób bólu w
kręgosłupie. Skrzywiłam się i ruszyłam za Elyanem. Usłyszałam
jak Josh burczy coś pod nosem. Kiedy się obejrzałam on również
zsiadał z Qunisa, który od razu pobiegł przed siebie za swoją
wybranką.
-
Zdrajca. - rzucił Josh.
Zrównał
się ze mną krokiem. Zioła najwyraźniej przestały działać.
Wyglądał już normalnie. Szedł wyprostowany, pewnym krokiem.
Kiedy
już doganialiśmy Elyana jego Qunis nagle stanął dęba. Wydał z
siebie dźwięk przypominający warkot traktora, wyrwał się
Elyanowi i pobiegł w stronę lasu. Oczywiście drugi bez namysłu
zrobił to samo.
-
Cholera! - warknął Elyan.
Dopiero
po chwili zorientowałam się, że nie zareagował tak na ucieczkę
Qunisów tylko na to co je przestraszyło. Przed nami stało stado
dziwnych stworzeń, które pożywiały się martwymi ludźmi
rozrywając ich ciała między sobą.
Elyan
zaczął się wycofywać lekko pochylony do przodu. Stanął obok nas
zachowując absolutną ciszę. Spojrzałam przed siebie na
stworzenia. Nie były strasznie duże, ale i tak budziły grozę. Ich
ciało było pokryte brązowoczerwonymi łuskami. Miały długie
ciała rozpoczynające się od smoczej głowy uzbrojonej w ostre,
długie zęby, a kończące się na długim ogonie na końcu pokrytym
czymś co z daleka przypominało złote pióra o ostrych końcówkach.
Na łapach miały po cztery palce z wygiętymi szponami.
-
Jeszcze nas nie zauważyły. - wyszeptał Elyan, lekko zaskoczony –
Powoli się wycofujemy.
Kiedy
nadal staliśmy jak zamurowani popędził nas gestem ręki.
Oprzytomniałam i nie odwracając się zaczęłam stąpać tyłem po
twardej ziemi. Jedno ze zwierząt wydało z siebie głośny ryk niepodobny do żadnego jaki kiedykolwiek słyszałam. Skrzekliwy i
ogłuszający. Całe stado skierowało głowy w naszą stronę.
Zaalarmował ich ten, który stał na kamiennym wzniesieniu. Miał na
nas idealny widok.
-
Uciekamy! - krzyknął Elyan i pchnął nas w stronę lasu.
Cała
nasza trójka puściła się biegiem, jednak one były szybsze.
Dogoniły nas w połowie drogi do zarośli. Kątem oka dostrzegłam
jak Elyan podejmuję decyzję o ataku. Szybko się odwrócił w
momencie gdy jeden z nich był już blisko. Przeciągnął lodowym
ostrzem po pysku zwierzęcia przez co na chwilę się zatrzymało.
Już miał z powrotem ruszyć biegiem kiedy Josh go minął i ruszył
w stronę bestii z wyciągniętą bronią.
-
Zwariowałeś!?- krzyknął za nim Elyan. - Nie dasz...
Urwał
w połowie kiedy zobaczył z jaką szybkością Josh powalił na
ziemię jednego z drapieżników przebijając jego ciało na wylot
ostrym sztyletem. Nie chcąc pozostać gorszym Elyan szybko stanął
przy jego boku. Oboje uskakiwali przed ostrymi szponami i atakowali w
momencie gdy zwierzę się odsłaniało.
Stałam
za nimi z przerażeniem obserwując walkę. Nie zauważyłam kiedy
jedno ze stworzeń zakradło się do mnie z boku. Poczułam mocne
uderzenie w ramię, upadłam na ziemię widząc przed sobą śliski
pysk wypełniony zębami. Sama byłam zaskoczona swoją reakcją,
kiedy sięgnęłam do butów po nóż i wbiłam go w brzuch
zwierzęcia zanim zdążył odgryźć mi głowę, co zapewne
zamierzał. Przetoczył się na plecy i zaczął nerwowo poruszać
nagami jakby chciał uciec. Ostrożnie wstałam. Miałam kutą ranę
na obojczyku.
Spojrzałam
na chłopców. Doskonale sobie radzili. Większość ze stworów
uciekła. Zostały tylko dwa, które zaciekle walczyły. Josh podciął
gardło jednemu z nich i ruszył na pomoc Elyanowi, który leżał na
ziemi i uporczywie próbował odsunąć od siebie pysk potwora. Jego
miecz leżał kawałek dalej. Musiał zostać wytrącony z jego ręki.
Próbował jedną dłonią sięgnąć po mniejszy sztylet przy nodze,
ale wtedy nie używał tyle siły by powstrzymać przeciwnika. Kiedy
ten już zbliżał ostre zęby do jego szyi, Josh pojawił się tuż
przed nim i wbił miecz w pierś zwierzęcia aż po samą rękojeść.
Natychmiast znieruchomiało i opadło na ziemię.
Elyan
spojrzał na stojącego obok Josha, który nie ukrywał triumfu.
Głośno odetchnął i wstał bez jego pomocy.
-
Chciałeś coś powiedzieć? - zaczął Josh
- Nienawidzę tego wymiaru.
- Nienawidzę tego wymiaru.
To
nie było to co chciał usłyszeć, ale i tak nie powstrzymał się od
uśmiechu pełnego satysfakcji.
-
Co to było? - zapytałam podbiegając do nich.
-
Zeru. - odpowiedział Elyan przypinając z powrotem lodowe ostrze do
paska. - Padlinożercy. Zazwyczaj nie atakują innych stworzeń. Nie
oznacza to jednak, że nie zasługują na szacunek. - Zerknął z
ukosa na Josha. - Są silne i szybkie w dodatku...
Zmarszczył
brwi i podszedł do ciała jednego z zeru leżącego tuż przed nim.
Ukucnął i przejechał po jego podbrzuszu dłonią. Na palcach
zostało mu trochę rudawych włosów, zabrudzonych krwią. Spojrzał
na nie z mieszaniną przerażenia i zaskoczenia. - Sierść.
-
Co jest? Niech zgadnę. Jesteś rozczarowany bo chciałeś sprzedać
ich włosy na czarnym rynku albo użyć ich do jakiejś podstępnej
mikstury. Teraz już chyba na nic się nie zdadzą. - stwierdził z
przekąsem Josh.
-
Nie jest dobrze. - zignorował uwagi Josha i zaczął sprawdzać
każdego martwego zwierzaka.
-
Czy on nigdy nie może nic normalne wyjaśnić? - westchnął Josh i
zaczął uważnie przyglądać się poczynaniom towarzysza. - Nie
czas na badania. Musimy ruszać. Może ich być więcej, a przecież
są wielkie i zabójcze. - zaśmiał się. - Tak na serio, to
widziałem szczeniaki bardziej groźne od tych Zenu.
-
Zeru. - poprawiłam go.
Machnął
ręką i spojrzał na mnie.
-
Jesteś ranna. - stwierdził
-
W porządku to małe draśnięcie. Jeden mnie zaatakował. -
Wskazałam palcem na martwego stwora za mną.
Już
chciał coś powiedzieć, ale Elyan mu przerwał.
-
Musimy się zbierać. Ominiemy wioskę żeby się nie narażać i
ruszymy w stronę gór.
-
Skąd wiesz, że to dobry kierunek? - zapytałam
-
Bo na miejscu Elvera właśnie tam bym się ukrył.
-
Długa droga przypuszczeń i złych decyzji. - skomentował Josh
-
Nie wiesz gdzie on jest? - wybuchałam – Myślałam, że od
początku prowadziłeś nas do jego kryjówki. Tymczasem szedłeś na
oślep.
-
Nie do końca. - powiedział – Elver ma ze sobą stado wilkołaków,
a one nie najlepiej znoszą ciepło. Gretilis to ciągły skwar i
duchota. Dlatego było to dla mnie dziwne. Ale teraz wiem dlaczego
tak postąpił. Klimat musi się zmieniać. - podniósł dłoń, w
której trzymał garstkę sierści. - Zeru mieszkają w górach.
Nigdy nie potrzebowały owłosienia. Teraz nagle każdy jest nią
pokryty. Tam musi być najchłodniej.
-
Może to być inna odmiana. - wtrącił Josh. - Znasz każde
stworzenie w tym wymiarze?
-
Większość. - odpowiedział ostrym tonem.
-
Czyli mniej niż wszystkie, ale więcej niż połowę. Bardzo
przekonujące. - stwierdził kpiąco.
-
Przestańcie. - powiedziałam – Nawet jeśli masz rację to
przecież góry to dość szerokie pojęcie.
Spojrzałam
ponad jego ramieniem. Na horyzoncie ukazane było długie pasmo
wysokich wzniesień. Przeszukanie każdego zakamarka potrwałoby tygodnie,
a my nie mieliśmy tyle czasu.
-
U zbocza pierwszego szczytu jest stara forteca. Zbudowali ją pierwsi
czarownicy. Z powodu częstych ataków zeru wynieśli się stamtąd.
Jest opuszczona od wielu lat. Jestem pewien, że tam jest Elver i jego
kundle. - powiedział Elyan.
To
było jak strzelanie z zawiązanymi oczami. To były tylko
podejrzenia i pomysły. Starałam sobie przypomnieć mapę Towena na
biurku w bibliotece. Przecież miał pozaznaczane miejsce pobytu.
Dlaczego uważniej się wtedy nie przyjrzałam?
-
Możemy spróbować. - stwierdziłam w końcu
Elyanowi
widocznie ulżyło. Josh jednak nadal nie był pewien.
-
Mamy tam dojść na piechotę? Urocze koniopsy uciekły.
-
Pobiegniemy. - powiedział z uśmiechem Elyan.
Dopiero
po chwili zrozumiałam co miał na myśli. Mina Josha mówiła
wszystko.
-
Nie będę się zmieniał. - zaprotestował ostro. - Poza tym jakbyś
nie zauważył Nicole nie jest zmiennokształtnym.
-
Nie mów, że jesteś za słaby by ją przewieść na swoim
grzbiecie. Jeśli chcemy zyskać na czasie tak dotrzemy tam
najszybciej. Oczywiście możemy znów rozpalić ognisko i przywołać
Qunisy zapachem kwiatów, ale to potrwa pół dnia.
-
Josh, proszę. - złapałam go za nadgarstek. - To tylko jedna
zmiana. Wiem, że jesteś od tego silniejszy. Widziałam cię wtedy w
bibliotece. To byłeś ty, a nie twoja zwierzęca natura.
Chyba
nigdy nie zapomnę tego dnia pełnego głośnych ryków, ostrych
pazurów, krwi i spadających książek. Być może to nie był
najgorszy moment w moim życiu, ale nie należał też do ulubionych
lub całkiem przeciętnych.
Josh
po krótkiej chwili wewnętrznych kłótni ze samym sobą w końcu
odsunął się ode mnie i upadł na kolana opierając ręce na
trawie. Jego ciało w bardzo wolnym tempie zaczęło się zmieniać.
Kręgosłup wygiął się pod nienaturalnym kątem, z zaciśniętych
dłoni wyrosły pazury, ciało obrosło futrem, twarz całkowicie się
zmieniła. Tylko oczy zostały te same. Głębokie, błękitne,
kontrastujące ze złotym futrem. Lekko drżąc podszedł do mnie i
obniżył się tak bym mogła na niego wsiąść. Na moment się
zawahałam. Nie cieszyła mnie kolejna jazda. Nie byłam pewna czy to
zniosę. Z drugiej strony ja chociaż nie musiałam biec.
Spojrzałam
na Elyana, który nadal pozostał człowiekiem. Przez chwilę z
dziwnym uśmiechem spoglądał na Josha, a następnie sam zaczął się
zmieniać. Mocno wytężyłam wzrok zastanawiając się jakie jest
jego rodowe zwierzę.
Jego
przemiana była inna. Szybsza i jakby bardziej naturalna. W jednym
momencie był sobą, a w następnym stąpał po ziemi jako swoje
drugie ja. Elyan był tygrysem. Nie takim jak Josh. Jego futro było
białe jak kartka papieru. Pasy, które u Josha były czarne oraz
połyskujące u Elyana jakby przydymione o jasno-szarej barwie.
Kiedy
stanęli obok siebie zauważyłam, że Elyan był wyższy jednak
bardziej smukły. Ich ludzka budowa nie wiele się różniła za to
zwierzęca była inna. Ciekawe co wpływa na wygląd Bakenaka po
przemianie. Musiałam o to potem zapytać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz