wtorek, 11 lutego 2014

Rozdział 15

Zeru

 Jechaliśmy jeszcze przez około cztery godziny – przynajmniej tak mi się zdawało – kiedy na horyzoncie ujrzeliśmy smugi czarnoszarego dymu, unoszące się nad lasem. Bez słowa Elyan pogonił swojego Qunisa i galopem ruszyliśmy wzdłuż zbocza. Po kilku minutach wyjechaliśmy z lasu. Przed nami pojawiła się wioska, a raczej to co z niej zostało. Zniszczone budynki zajmowały powierzchnie kilku hektarów. Z większości z nich zostały już tylko fundamenty lub nadal pochłonięte płomieniami drewniane stelaże. Ubite dróżki pomiędzy nimi były zasłane ciałami ludzi, całkowicie rozszarpanych na strzępy. Wszędzie pełno było krwi i czarnej sadzy. W powietrzu unosił się zapach spalenizny. 
Siedzieliśmy zszokowani na Qunisach, które zaczęły przydreptywać w miejscu i powarkiwać. W końcu Elyan przerwał ciszę.
- Musimy się rozdzielić. Poszukać ocalałych.
- Nie mamy na to czasu. - stwierdził Josh sam nie pewny swoich słów.
Elyan spojrzał na niego twardo.
- To jedyna osada jaka znajduje się w tym wymiarze. - wysyczał – Nie możemy przejść obok nich obojętnie. Liczyłem, że uzupełnimy tutaj zapasy wody, zjemy coś i ruszymy dalej. - Głos lekko mu się załamał  
- Ale kto to zrobił? - spytałam zszokowana
- Elver. - odpowiedział od razy Elyan – A raczej jego zgraja wilkołaków.
Zsiadł z Qunisa i ruszył w głąb wioski prowadząc go za sznurek przywiązany do jego szyi. Przerzuciłam nogę przez grzbiet i zrobiłam to samo. Nogi miałam zdrętwiałe, a tyłek obolały. Powoli się wyprostowałam nie unikając w ten sposób bólu w kręgosłupie. Skrzywiłam się i ruszyłam za Elyanem. Usłyszałam jak Josh burczy coś pod nosem. Kiedy się obejrzałam on również zsiadał z Qunisa, który od razu pobiegł przed siebie za swoją wybranką. 
- Zdrajca. - rzucił Josh.
Zrównał się ze mną krokiem. Zioła najwyraźniej przestały działać. Wyglądał już normalnie. Szedł wyprostowany, pewnym krokiem.
 Kiedy już doganialiśmy Elyana jego Qunis nagle stanął dęba. Wydał z siebie dźwięk przypominający warkot traktora, wyrwał się Elyanowi i pobiegł w stronę lasu. Oczywiście drugi bez namysłu zrobił to samo.
- Cholera! - warknął Elyan.
Dopiero po chwili zorientowałam się, że nie zareagował tak na ucieczkę Qunisów tylko na to co je przestraszyło. Przed nami stało stado dziwnych stworzeń, które pożywiały się martwymi ludźmi rozrywając ich ciała między sobą.
Elyan zaczął się wycofywać lekko pochylony do przodu. Stanął obok nas zachowując absolutną ciszę. Spojrzałam przed siebie na stworzenia. Nie były strasznie duże, ale i tak budziły grozę. Ich ciało było pokryte brązowoczerwonymi łuskami. Miały długie ciała rozpoczynające się od smoczej głowy uzbrojonej w ostre, długie zęby, a kończące się na długim ogonie na końcu pokrytym czymś co z daleka przypominało złote pióra o ostrych końcówkach. Na łapach miały po cztery palce z wygiętymi szponami.
- Jeszcze nas nie zauważyły. - wyszeptał Elyan, lekko zaskoczony – Powoli się wycofujemy.
Kiedy nadal staliśmy jak zamurowani popędził nas gestem ręki. Oprzytomniałam i nie odwracając się zaczęłam stąpać tyłem po twardej ziemi. Jedno ze zwierząt wydało z siebie głośny ryk niepodobny do żadnego jaki kiedykolwiek słyszałam. Skrzekliwy i ogłuszający. Całe stado skierowało głowy w naszą stronę. Zaalarmował ich ten, który stał na kamiennym wzniesieniu. Miał na nas idealny widok. 
- Uciekamy! - krzyknął Elyan i pchnął nas w stronę lasu.
Cała nasza trójka puściła się biegiem, jednak one były szybsze. Dogoniły nas w połowie drogi do zarośli. Kątem oka dostrzegłam jak Elyan podejmuję decyzję o ataku. Szybko się odwrócił w momencie gdy jeden z nich był już blisko. Przeciągnął lodowym ostrzem po pysku zwierzęcia przez co na chwilę się zatrzymało. Już miał z powrotem ruszyć biegiem kiedy Josh go minął i ruszył w stronę bestii z wyciągniętą bronią.
- Zwariowałeś!?- krzyknął za nim Elyan. - Nie dasz...
Urwał w połowie kiedy zobaczył z jaką szybkością Josh powalił na ziemię jednego z drapieżników przebijając jego ciało na wylot ostrym sztyletem. Nie chcąc pozostać gorszym Elyan szybko stanął przy jego boku. Oboje uskakiwali przed ostrymi szponami i atakowali w momencie gdy zwierzę się odsłaniało.
Stałam za nimi z przerażeniem obserwując walkę. Nie zauważyłam kiedy jedno ze stworzeń zakradło się do mnie z boku. Poczułam mocne uderzenie w ramię, upadłam na ziemię widząc przed sobą śliski pysk wypełniony zębami. Sama byłam zaskoczona swoją reakcją, kiedy sięgnęłam do butów po nóż i wbiłam go w brzuch zwierzęcia zanim zdążył odgryźć mi głowę, co zapewne zamierzał. Przetoczył się na plecy i zaczął nerwowo poruszać nagami jakby chciał uciec. Ostrożnie wstałam. Miałam kutą ranę na obojczyku.
Spojrzałam na chłopców. Doskonale sobie radzili. Większość ze stworów uciekła. Zostały tylko dwa, które zaciekle walczyły. Josh podciął gardło jednemu z nich i ruszył na pomoc Elyanowi, który leżał na ziemi i uporczywie próbował odsunąć od siebie pysk potwora. Jego miecz leżał kawałek dalej. Musiał zostać wytrącony z jego ręki. Próbował jedną dłonią sięgnąć po mniejszy sztylet przy nodze, ale wtedy nie używał tyle siły by powstrzymać przeciwnika. Kiedy ten już zbliżał ostre zęby do jego szyi, Josh pojawił się tuż przed nim i wbił miecz w pierś zwierzęcia aż po samą rękojeść. Natychmiast znieruchomiało i opadło na ziemię.
Elyan spojrzał na stojącego obok Josha, który nie ukrywał triumfu. Głośno odetchnął i wstał bez jego pomocy.
- Chciałeś coś powiedzieć? - zaczął Josh
- Nienawidzę tego wymiaru. 
To nie było to co chciał usłyszeć, ale i tak nie powstrzymał się od uśmiechu pełnego satysfakcji.
- Co to było? - zapytałam podbiegając do nich.
- Zeru. - odpowiedział Elyan przypinając z powrotem lodowe ostrze do paska. - Padlinożercy. Zazwyczaj nie atakują innych stworzeń. Nie oznacza to jednak, że nie zasługują na szacunek. - Zerknął z ukosa na Josha. - Są silne i szybkie w dodatku...
Zmarszczył brwi i podszedł do ciała jednego z zeru leżącego tuż przed nim. Ukucnął i przejechał po jego podbrzuszu dłonią. Na palcach zostało mu trochę rudawych włosów, zabrudzonych krwią. Spojrzał na nie z mieszaniną przerażenia i zaskoczenia. - Sierść.
- Co jest? Niech zgadnę. Jesteś rozczarowany bo chciałeś sprzedać ich włosy na czarnym rynku albo użyć ich do jakiejś podstępnej mikstury. Teraz już chyba na nic się nie zdadzą. - stwierdził z przekąsem Josh.
- Nie jest dobrze. - zignorował uwagi Josha i zaczął sprawdzać każdego martwego zwierzaka.
- Czy on nigdy nie może nic normalne wyjaśnić? - westchnął Josh i zaczął uważnie przyglądać się poczynaniom towarzysza. - Nie czas na badania. Musimy ruszać. Może ich być więcej, a przecież są wielkie i zabójcze. - zaśmiał się. - Tak na serio, to widziałem szczeniaki bardziej groźne od tych Zenu.
- Zeru. - poprawiłam go.
Machnął ręką i spojrzał na mnie.
- Jesteś ranna. - stwierdził
- W porządku to małe draśnięcie. Jeden mnie zaatakował. - Wskazałam palcem na martwego stwora za mną.
Już chciał coś powiedzieć, ale Elyan mu przerwał.
- Musimy się zbierać. Ominiemy wioskę żeby się nie narażać i ruszymy w stronę gór.
- Skąd wiesz, że to dobry kierunek? - zapytałam
- Bo na miejscu Elvera właśnie tam bym się ukrył.
- Długa droga przypuszczeń i złych decyzji. - skomentował Josh
- Nie wiesz gdzie on jest? - wybuchałam – Myślałam, że od początku prowadziłeś nas do jego kryjówki. Tymczasem szedłeś na oślep.
- Nie do końca. - powiedział – Elver ma ze sobą stado wilkołaków, a one nie najlepiej znoszą ciepło. Gretilis to ciągły skwar i duchota. Dlatego było to dla mnie dziwne. Ale teraz wiem dlaczego tak postąpił. Klimat musi się zmieniać. - podniósł dłoń, w której trzymał garstkę sierści. - Zeru mieszkają w górach. Nigdy nie potrzebowały owłosienia. Teraz nagle każdy jest nią pokryty. Tam musi być najchłodniej. 
- Może to być inna odmiana. - wtrącił Josh. - Znasz każde stworzenie w tym wymiarze?
- Większość. - odpowiedział ostrym tonem.
- Czyli mniej niż wszystkie, ale więcej niż połowę. Bardzo przekonujące. - stwierdził kpiąco.
- Przestańcie. - powiedziałam – Nawet jeśli masz rację to przecież góry to dość szerokie pojęcie.
Spojrzałam ponad jego ramieniem. Na horyzoncie ukazane było długie pasmo wysokich wzniesień. Przeszukanie każdego zakamarka potrwałoby tygodnie, a my nie mieliśmy tyle czasu. 
- U zbocza pierwszego szczytu jest stara forteca. Zbudowali ją pierwsi czarownicy. Z powodu częstych ataków zeru wynieśli się stamtąd. Jest opuszczona od wielu lat. Jestem pewien, że tam jest Elver i jego kundle. - powiedział Elyan.
To było jak strzelanie z zawiązanymi oczami. To były tylko podejrzenia i pomysły. Starałam sobie przypomnieć mapę Towena na biurku w bibliotece. Przecież miał pozaznaczane miejsce pobytu. Dlaczego uważniej się wtedy nie przyjrzałam?
- Możemy spróbować. - stwierdziłam w końcu
Elyanowi widocznie ulżyło. Josh jednak nadal nie był pewien.
- Mamy tam dojść na piechotę? Urocze koniopsy uciekły.
- Pobiegniemy. - powiedział z uśmiechem Elyan.
Dopiero po chwili zrozumiałam co miał na myśli. Mina Josha mówiła wszystko.
- Nie będę się zmieniał. - zaprotestował ostro. - Poza tym jakbyś nie zauważył Nicole nie jest zmiennokształtnym.
- Nie mów, że jesteś za słaby by ją przewieść na swoim grzbiecie. Jeśli chcemy zyskać na czasie tak dotrzemy tam najszybciej. Oczywiście możemy znów rozpalić ognisko i przywołać Qunisy zapachem kwiatów, ale to potrwa pół dnia.
- Josh, proszę. - złapałam go za nadgarstek. - To tylko jedna zmiana. Wiem, że jesteś od tego silniejszy. Widziałam cię wtedy w bibliotece. To byłeś ty, a nie twoja zwierzęca natura. 
Chyba nigdy nie zapomnę tego dnia pełnego głośnych ryków, ostrych pazurów, krwi i spadających książek. Być może to nie był najgorszy moment w moim życiu, ale nie należał też do ulubionych lub całkiem przeciętnych. 
Josh po krótkiej chwili wewnętrznych kłótni ze samym sobą w końcu odsunął się ode mnie i upadł na kolana opierając ręce na trawie. Jego ciało w bardzo wolnym tempie zaczęło się zmieniać. Kręgosłup wygiął się pod nienaturalnym kątem, z zaciśniętych dłoni wyrosły pazury, ciało obrosło futrem, twarz całkowicie się zmieniła. Tylko oczy zostały te same. Głębokie, błękitne, kontrastujące ze złotym futrem. Lekko drżąc podszedł do mnie i obniżył się tak bym mogła na niego wsiąść. Na moment się zawahałam. Nie cieszyła mnie kolejna jazda. Nie byłam pewna czy to zniosę. Z drugiej strony ja chociaż nie musiałam biec.
Spojrzałam na Elyana, który nadal pozostał człowiekiem. Przez chwilę z dziwnym uśmiechem spoglądał na Josha, a następnie sam zaczął się zmieniać. Mocno wytężyłam wzrok zastanawiając się jakie jest jego rodowe zwierzę. 
Jego przemiana była inna. Szybsza i jakby bardziej naturalna. W jednym momencie był sobą, a w następnym stąpał po ziemi jako swoje drugie ja. Elyan był tygrysem. Nie takim jak Josh. Jego futro było białe jak kartka papieru. Pasy, które u Josha były czarne oraz połyskujące u Elyana jakby przydymione o jasno-szarej barwie.
Kiedy stanęli obok siebie zauważyłam, że Elyan był wyższy jednak bardziej smukły. Ich ludzka budowa nie wiele się różniła za to zwierzęca była inna. Ciekawe co wpływa na wygląd Bakenaka po przemianie. Musiałam o to potem zapytać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz