wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział 26

Wzajemna pomoc

 Kiedy ponownie otworzyłam oczy zdałam sobie sprawę, że leżę. W dodatku nie sama. Moje ręce zaciśnięte były wokół czyjejś klatki piersiowej, nogi splątane z jego. Próbowałam sobie cokolwiek przypomnieć. Szczegóły powracały w niejasnych kawałkach. Panika, ból, śmiech. To wszystko było naprawdę, czy tylko mi się śniło? Pamiętałam Elyana. Nie wypuszczałam go z objęć, ale jak potem przeniosłam się do łóżka? 
- Poranne przemyślenia? - spytał.
Odsunęłam się od niego. Teraz czułam się niezręcznie. Uwolniłam jego koszulkę. Była podarta w miejscu gdzie trzymałam palce.
- Przepraszam. - powiedziałam cicho.
Oczy miał zamknięte, ale po moich słowach je otworzył i dziwnie na mnie spojrzał.
- Za co?
- Za wszystko. To co się stało. Ja niewiele pamiętam, ale wiem, że to było straszne. Ja.... Przy tobie czułam się inaczej. Bezpiecznie.
- Wiem. Czułem wszystko to co ty.
Odgarnęłam stargane włosy do tyłu.
- O czym ty mówisz? - On to powiedział czy tylko mi się przesłyszało? 
Uniósł się na łokciach, a jego twarz się skrzywiła. Jedną ręką sięgnął do karku i starał się go rozmasować. 
- Wisisz mi karnet do spa. - powiedział – A tak poza tym to nie miałem co narzekać. Miło, że ktoś czuł się przy mnie bezpiecznie. Za często mi się to nie zdarza.
- Nie rozumiesz....
Wtedy przypomniałam sobie Josha. Krzyczałam na niego. Zraniłam go, wiem. Widziałam wyraz jego twarzy. Wewnętrzny ból, rozczarowanie, złość. To wszystko było na niej wypisane.
- Jak ja mu spojrzę w oczy?
- Komu?
Ups! Powiedziałam to na głos?
- Joshowi. Strasznie wczoraj się na niego wydzierałam. W ogóle to było wczoraj?
- Byłaś nieprzytomna przez dwa dni. Wczoraj wieczorem się obudziłaś. Jeśli obchodzi cię moje zdanie to raczej on jest osobą, która powinna mieć ten problem. 
- Nie chciałam go zranić. - powiedziałam – Te wszystkie koszmary, one namieszały mi w głowie.
Podniosłam się do pozycji siedzącej i poczułam ściskający ból brzucha. Musiałam się skulić by go wytrzymać.
- Przyniosę ci coś do jedzenia. - powiedział – W końcu nic nie jadłaś od tamtego dnia.
- Poczekaj. - Złapałam go za rękę gdy wstawał z łóżka i szybko puściłam kiedy się zatrzymał. - Musisz mi powiedzieć co się stało. Nic nie pamiętam.
- Powinnaś coś zjeść. - upierał się.
- Wytrzymam. Chcę wiedzieć. To dla mnie ważne.
Westchnął i z powrotem usiadł na łóżko.
- Wybiegłaś z domu. Przez pierwszą godzinę nikt się nie przejmował. Chcieli dać ci trochę prywatności. Miałem sprawę na mieście, więc powiedziałem, że dam im znać kiedy cię zobaczę. Wiem, że Josh potem też cie szukał. Widziałem cię w barze. Nie wyglądałaś za dobrze. 
Zaczęłam wszystko sobie przypominać. Rzeczywiście. Byłam w zatłoczonym klubie. A potem... Przyszedł ten koleś. Zobaczyłam jego zabójczy uśmiech.
- Wampir. - powiedziałam
- Nie wiedziałem, że jest z tobą. - stwierdził – Nie wydawałaś się jakoś specjalnie nim zainteresowana. Myślałem, że przyszedł sam.
- Odwróciłam się od niego żeby sobie poszedł. Zaraz... To ty byłeś tym gościem w rogu. Zaatakowałeś jakiegoś faceta. Co tam robiłeś?
- To nie jest teraz istotne. - Przetarł oczy dłonią. Niby zwyczajny gest, ale coś było z nim nie w porządku, coś poszło inaczej niż planował. Nie wiem dlaczego tak pomyślałam. Dziwne przeczucie, czy za bujna wyobraźnia?
- Hej. - zaczęłam. Ponownie złapałam go za dłoń, ale tym razem nie było to instynktowne. Chciałam to zrobić. - Możesz mi powiedzieć. - zapewniłam.
Zaśmiał się do siebie niezbyt zadowolony.
- Mówisz zupełnie tak jak twoja matka.
- Czy to był komplement? - zaśmiałam się
- Była straszna. - powiedział – Nie dało się niczego przed nią ukryć.
- Jeśli chcesz przez to powiedzieć, że była uparta i dociekliwa to mogę cię zapewnić, że odziedziczyłam to po niej.
- Potrzebowałem od niego trochę informacji. - wyjaśnił – I niezbyt mi się spodobało to co mi przekazał. Tyle musi ci na razie wystarczyć. Czy mogłabyś uśpić swój upór i mi zaufać?
- Mniej więcej tak samo powiedział Matt w dzień przed swoją wędrówką do lasu i nie skończyło się to dla niego za dobrze.
- Ale ja nie jestem niedoświadczonym idiotą wchodzącym do gniazda wilkołaków bez żadnego zabezpieczenia. - oburzył się.
- Nie byłabym tego taka pewna. - podniosłam brew.
- Chcesz wiedzieć co było dalej? - zmienił temat. Pokiwałam głową, więc kontynuował opowieść. - A więc, niedługo po tym jak wyszedłem poczułem straszny ucisk w klatce piersiowej. Twój strach. 
- Jak to mój strach? - zdziwiłam się
- Tak jest skonstruowana więź między nami. Ty zabierasz mój ból fizyczny, a ja twój psychiczny. 
- Trochę to wszystko dziwne i zawiłe.
- Nie tylko dla ciebie. Tak skomplikowanego zaklęcia nie widziałem jeszcze nigdy. W każdym razie, strach, który czułem nie był zwyczajny. Był jakby...mocniejszy. Domyśliłem się, że coś jest nie tak. Jak już ci kiedyś mówiłem więź jest słabsza kiedy jesteśmy bliżej. Dlatego zdziwiłem się, że odczuwam twoje emocje. Wróciłem by cię poszukać. W międzyczasie zadzwoniłem do Towena. Znalazłem was na rogu jednej z ulic. 
- Zaatakował mnie. - powiedziałam kiedy wszystko zaczęło się układać niczym puzzle z wspomnień. Wiedziałam już wszystko. - To ty mnie uratowałeś.
Pokiwał głową mimo, że wcale nie pytałam. 
- Ale nie mogłem cię uleczyć. Nie mogłem skorzystać z magii. Byłaś już wystarczająco osłabiona. Nie chciałem ci dokładać dodatkowego bólu. Byłem bezsilny do momentu aż przybył Towen. Uzdrowił cię, ale ugryzienie wampira to nie tylko ból fizyczny. Zazwyczaj potem przez jakiś czas jest się prześladowanym przez swojego napastnika. Stąd te koszmary. Wiem, że nie było łatwo. Czułem to co ty. Nie spałem bo odczuwałem twój strach. Dopiero dzisiaj udało mi się zasnąć. Wnioskuje więc, że koszmary ustały. 
Może to samolubne z mojej strony, ale cieszyłam się, że nie byłam sama. Ktoś jeszcze wiedział jaki horror przeżywałam. Powinnam raczej mu współczuć i może gdzieś głęboko faktycznie tak było. Ale prawda była taka, że mi ulżyło. Ulżyło, że obłęd nie pojawił się bez powodu. Wszystko było realne. No w pewnym sensie.
- Dlatego nie sądzę, że to ty powinnaś przepraszać Josha. Przeżyłaś koszmar bo on nie potrafi trzymać języka za zębami.
To nie prawda. Cierpiałam bo z własnej głupoty szwendałam się po mieście chcąc uciec. Nigdy tak nie robiłam. Nie ignorowałam problemów udając, że ich nie ma. Zawsze stawiałam im czoła.
- Ale czy ma rację? - spytałam – Nie ma nadziei dla Matta?
- Nie skreślałbym go od razu. On jest silny. Już dawno powinien nie żyć. Nie przemienił się jeszcze. Dawno przekroczył termin. Powinien umrzeć z wyczerpania, ale on żyje. Śpi, ale żyje. Zupełnie jakby na coś czekał. Jestem pewien, że się obudzi i przemiana nastąpi. Wątpię jednak by ją przeżył. Nawet jeśli przezwycięży ból fizyczny, może mu się nie udać kontrolować samego siebie. Nie uczył się tego. Jeśli się zmieni nie będzie już Mattem tylko dzikim zwierzęciem o nadzwyczajnej sile i wtedy... Będą musieli go zabić i żadne prośby nie pomogą. Takie jest prawo.
Wiedziałam. Ktoś już mi o tym mówił. I znałam też powód dlaczego tak robiono. Mimo wszystko nie mogłabym patrzeć na śmierć przyjaciela, nawet jeśli byłby dziką bestią. To byłaby tylko zewnętrzna powłoka, za którą kryje się prawdziwy człowiek.
- Zawsze jest nadzieja. - powiedziałam, ale moje słowa nie były pewne. To tylko zapewnienia, że będzie dobrze. Dopóki on żyje nie będę myśleć, że cokolwiek może pójść nie tak. Wiedziałam, że to wyparcie prawdy. Oszukiwanie samej siebie, ale tak było łatwiej. Łatwiejsze niż zmierzenie się z rzeczywistością. 
- Zawsze jest nadzieja. - zawtórował Elyan. - Ale nie ma śniadania, które już dawno powinnaś zjeść.
Spojrzałam na siebie. Byłam ubrana w jakąś piżamę. Nie znałam jej. Nie była moja. Stwierdziłam jednak, że zakrywa wystarczająco dużo by...
- Idę z tobą. Nie mam zamiaru spędzić, ani sekundy więcej w tym łóżku. 
Uśmiechnął się i podał mi rękę. Kiedy już pomógł mi wstać od niechcenia go odepchnęłam.
- Nie jestem, aż taka słaba. Już nie. - zapewniłam. 
- Wiem. Gdybyś dobrze wycelowała kołek mogłabyś zabić tamtego wampira.
Ciekawe czy naprawdę tak uważał, czy tylko starał się być miły. Chyba był szczery. Zawsze taki był. Nie starał się jakoś specjalnie wlepiać w łaski ludzi. Nie dbał o to co o nim myślą. Dowodem na to była jego historia, której jeszcze do końca nie poznałam. Obiecałam sobie, że kiedyś wypytam go o wszystko. Nawet jeśli nie będzie chciał odpowiedzieć. Nie będę naciskać. Chciałam być dla niego przyjaciółką taką, jakim on dla mnie przyjacielem. Jeśli kiedyś cokolwiek łączyło go z moją matką to było to ulotne. Ze mną będzie inaczej. Będzie mógł na mnie liczyć, nawet jeśli jest osobą, która nie przyznaje się do tego, że potrzebuje pomocy . Zaczęłam się zastanawiać, czy uważam tak przez zaklęcie jakim nas złączono, czy tak naprawdę tego chcę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz